Skoro bezlitosne wskazania termometru spaliły w nas chęć wyjazdów na zakończenie sezonu w czerwcu, to zaufaliśmy wrześniowym prognozom – i słusznie: pogoda tym razem – by tak rzec -par excellence turystyczna. Kontynuując tradycję naszych wypadów krajoznawczych, zapędziliśmy się tym razem do Zittau (Żytawy) położonej na tzw. trójstyku Polski, Czech i Niemiec. GruBiKo, czyli zjednoczone siły uczniowskie, absolwenckie, rodzicielskie i nauczycielskie „Kopernika” rozszerzyły bowiem swoją formułę i już nie tylko biegamy, lecz także zwiedzamy. A w Żytawie Sehenswürdigkeiten (czyli atrakcji) nie brakuje: rynek z jego zabudową i imponującym ratuszem w stylu renesansu florenckiego, kościół Joannitów z wieżą widokową, na którą wejście to substytut treningu biegowego, największe w Niemczech osiedle pop-artu, Kulturhistorisches Museum dające wgląd w życie minionych epok, tzw. żytawskie płótna wielkopostne – wyjątkowe eksponaty z XV i XVI w. z niezwykłą historią w tle i inne frapujące obiekty zdolne zaspokoić wymagania głodnych wrażeń estetycznych podróżników. A wszystko to w atmosferze iluzji przedłużonych wakacji… Było nam po prostu dobrze.